• Wpisów:9
  • Średnio co: 248 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:01
  • Licznik odwiedzin:3 956 / 2486 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Stała, w czarnej, koronkowej sukience do kolan, w szpilkach na wysokim obcasie. Jej szatynowe loki falowały na wietrze. Stała w idealnym makijażu, idealnie ubrana.
Jej niebieskie oczy patrzyły na idącego na nią mężczyznę o szatynowych, krótko obciętych włosach. Miał czarne spodnie, koszulkę z napisem i czarne trampki. Wyglądał zabójczo. I tajemniczo. Miał czarne okulary, jednak ona wiedziała, że patrzy na nią.
Podszedł do niej.
- Kim jesteś ? - spytał schylając się do niej.
- Twoim przekleństwem i miłością.- odpowiedziała mu z uśmiechem.
- Tyle to ja wiem. - Powiedział ściągając okulary.
Miał duże, zielone oczy. Nadal tajemnicze oczy.
- Co ty tu robisz ? - spytała wciąż bacznie go obserwując.
- Dowiedziałem się, że zawsze o tej porze, zawsze w soboty chodzisz tędy.
- Po co chciałeś mnie zobaczyć? - spytała z zdziwieniem.
- Bo chce wiedzieć kim jesteś. Mało o tobie wiem. Piszesz. Od września będziesz chodzić do liceum. Masz 16 lat i zajebiste oczy. - powiedział rumieniąc się.
- Też o tobie mało wiem. Piszesz. Jesteś starszy ode mnie. - powiedziała patrząc jak promienie słońca odbijają się od okularów.
Była piękna pogoda. Słońce świeciło, w końcu był czerwiec. Stali w parku, w cieniu. Patrząc sobie w oczy. Żadne z nich nie wiedziało co zrobić. Żadne z nich nie wiedziało, co dla drugiego znaczy.
- Nie wiem kim jesteś, nie wiem kim dla mnie jesteś, ale jesteś fascynująca. - odpowiedział po drugim milczeniu.
- Czemu jestem fascynująca ?
- Bo nie znam żadnej innej młodej dziewczyny, która kocham poezję i jest tak odważna jak ty. Nie boisz sie obcego faceta stojącego naprzeciwko ciebie, nie bałaś się pisać ze mną, nie bałaś się pisać o tym co dla ciebie jest ważne. To jest fascynujące i niezwykłe.
- To mój sposób na świat.
- Boże, co ja robię? - krzyknął obracając twarz w kierunku słońca.
Zapadła cisza. Długa cisza, jednak ona nie zamierzała się odezwać.
- Pierdolę wszystkie zasady. - powiedział po pewnym czasie on.
Bladymi dłońmi przysunął do siebie dziewczynę, jedną ręką oplatał jej talię a drugą trzymał kawałek zgrabnej szyi. Całował ją powoli i namiętnie.
- Rzeczywiście pierdolisz wszystkie zasady. - odezwała się ona po chwili.
- Rzeczywiście, więc jak już ryzykuję to zamierzam się przy tym dobrze bawić. - odparł on, chwytając ją w talii i uśmiechając się łobuzersko.
 

 
Pamiętam to doskonale. Ciepła pogoda i ani jednej kropli gorzkiego deszczu, jednak łzy były. Było dużo łez. Ale na początku było cudownie. Blondyn, z dużymi i niebieskimi oczami, typowy buntownik ale z ogromnym sercem. W sumie facet idealny. Idealny dla mnie. Zawsze o takim marzyłam. O rockmenie, który ma motor, gitarę i cały świat to jedna wielka przygoda. Zawsze takiego chciałam.
Poznaliśmy się przypadkiem i odkąd się znamy moim życiem rządzą przypadki. Przypadkowo się zakochuję, przypadkowo się łamię, przypadkowo płaczę i przypadkowo się całuję. Można mnie nazwać dziwką, ale nigdy nikomu nie dałam. Można mnie nazwać suką, ale co z tego, że lubię psy? Można mnie uważać, za czarownicę, jednak ja bym osobiście się tego bała, że ktoś na mnie rzuci urok.Jestem inna i każdy kto mnie zna o tym wie. Jestem inna bo więcej przeżyłam niż dziewczyny w moim wieku. W moich płucach wiele razy gościła nikotyna, a w moich żyłach już płynęła heroina. Jednak to wszystko zdarzyło się tamtego lata. Festiwal. Atmosfera nie do opisania. To trzeba przeżyć.

-Siema, Filip jestem! A ty ?
Siedziałam na trawie i kołysałam się w rytm muzyki. Nawet nie zauważyłam, że ktokolwiek do mnie podszedł. Byłam jakby nie obecna. Żyłam chwilą i chciałam być zatracona do granic możliwości w swoim świecie.
-Cześć, Anastazja. - odpowiedziałam lekko zszokowana.
- Lubisz Dżem? - spytał i usiadł obok mnie.
- Tak, bardzo. - odpowiedziałam.
Rozmawialiśmy cały dzień a wieczorem poszliśmy razem na Moskwę. Bawiliśmy się świetnie. Dzięki niemu zapomniałam co zdarzyło się kilka miesięcy wcześniej. Zmarł mój dziadek. Był moim najlepszym i jedynym przyjacielem. Z każdą sprawą mogłam do niego przyjść i nie wyobrażałam sobie świata bez niego. Dlatego postanowiłam się zabić. Całą noc pisałam w pamiętniku co zamierzam zrobić i listy pożegnalne. Rano wychodząc z namiotu, pamiętnik leżał otwarty.

- Cześć, Anastazja! - usłyszałam i od razu poznałam jego głos.
- Cześć, Filip! - krzyknęłam i szczerze się uśmiechnęłam.
- Mam do Ciebie pytanie.. - zaczęłam podchodząc do niego.
- Słucham? - Spytał z łobuzerskim uśmiechem.
- Czy kiedykolwiek ćpałeś?
- Kiedyś tak - odpowiedział od razu, bez zawahania.
- Chcesz tylko spróbować, tak ? - dodał po chwili, patrząc się mi w oczy.
- Tak, tylko spróbować. - skłamałam z uśmiechem. Jeden zastrzyk i będę daleko stąd.
-Widzisz tego gościa ? - Spytał i pokazał na grubego punka z blond włosami do połowy pleców.
- Tak. Widzę.
- Idź do niego. I powiedz, że jesteś początkująca.

Tak jak kazał zrobiłam. Dwie godziny później siedziałam w parku i zastanawiała się czy na pewno robię dobrze. Bawiłam się strzykawką i nie wiedziałam, czy trafię w żyłę i czy od razu podziała.
Zdecydowałam. Podwinęłam rękaw swetra i pasek od spodni zawinęłam mocno na przedramieniu. Od razu zobaczyłam swoją żyłę. Delikatnie wbiłam igłę w wybraną, najbardziej widoczną żyłę.
Nagle świat zawirował a mi było dobrze. Inaczej tego określić nie można, było mi dobrze. Jednak ja nie chciałam, żeby było mi przyjemnie, dlatego nacisnęłam do końca strzykawkę.
- Nie! - Usłyszałam znajomy głos. Jednak nie wiedziałam do kogo on należy.

Obudziłam się na kolanach Filipa. Nadal byłam w parku, było trochę ciemniej. A Filip płakał.
- Boże, jak mogłeś? Czemu ja? Ona jest tą jedyną. Czuję to. - mówił po cichu.
- Filip.. - powiedziałam a on od razu na mnie spojrzał i mocno mnie przytulił.
Potem okazało się, że przeczytał mój pamiętnik.
  • awatar Maaaaartu: omomomom . ;** super . !
  • awatar Aguedaa: Jak miło dostrzec blog , który ma sens. ♥
  • awatar Asia.<3: Meega. *__* + Skomentujesz mój najnowszy wpis ? + Odwdzięczę się . ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie ma Cię. Odszedłeś. Do niej.
Ubrałam długą, czerwoną suknie. Twoją ulubioną. Sam mi ją kupiłeś. Mówiłeś, że wyglądam w niej jak Bogini, a bez niej wyglądam jeszcze lepiej.
Nałożyłam krwistoczerwoną szminkę na moje blade i zimne wargi.
Tusz przykrył moje rzadkie rzęsy. Policzki obdarowałam delikatnym, czerwonym pudrem. Kredka naznaczyła moje powieki.
Ciężkie, złote bransolety lśniły na moich kruchych nadgarstkach. Złoty pierścionek z oczkiem wykrzywiał mi serdeczny palec lewej dłoni. Bolała mnie szyja od naszyjnika z rubinem. Stopy błagały o litość, jednak wysokie, czarne szpilki były nie ugięte. Włożyłam długie, czarne, wieczorowe rękawiczki.
Mała, czarna torebka wisiała na moim wątłym ramieniu. W niej były moje ulubione, cienkie papierosy.
Poszłam do Twojego gabinetu. Nie robiłam tego od bardzo dawna. Drzwi skrzypiały. Dokumenty i papiery nadal leżały na biurku, które kupiłam Ci na naszą rocznicę. Staromodne, mahoniowe. Wzięłam malutki klucz, który leżał pod doniczką z białą orchideą. Szkoda, że zwiędła.
Otworzyłam drugą szufladę w biurku. W niej znajdował się Twój pistolet. Jaka szkoda, że zapomniałeś go zabrać. Włożyłam go do torebki.
Wsiadłam do mojego Cadillac-a. Dostałam go od Ciebie na urodziny. Miły prezent.
Pojechałam do Twojego, nowego domu. Łatwo było dorobić sobie klucze. Kochanej kochanki nie było, pracuje do późnych godzin. Ciebie też nie było. Tyle, że ty miałeś się zaraz zjawić. Usiadłam wygodnie na fotelu.Czekałam na Ciebie. Przyszedłeś. Zobaczyłeś światło włączone w salonie. Wyciągnęłam pistolet.
-Jestem już, kochanie! Czemu tak wcześnie wróciłaś? Chciałem zrobić Ci niespodziankę i ugotować kolację.
Wstałam. Popatrzyłam w jego stronę. Obrócił twarz.
-Nie mam ochoty na kolację. Przyszłam tylko na momencik.
Trzymałam broń w dłoni. On podniósł ręce do góry.
-Część śliczna. Miło cię widzieć. Odłóż tą zabawkę. - powiedział.
Bał się. Widziałam to w jego oczach.
Podeszłam blisko. Wiedziałam, że kula trafi prosto w serce.
Uśmiechnęłam się. Wygrałam wojnę.
Strzeliłam. Huk. Upadł na ziemię, z klatki piersiowej sączyła się krew.
Wygrałam wojnę. Zemsta była cudowna.
 

 



Jechałam do szpitala. Do przyjaciółki Wiktorii. Zachorowała na białaczkę pół roku temu. Powoli umierała.
Odwiedzałam ją codziennie. Jeszcze kiedy była zdrowa mieszkałyśmy razem w Poznaniu. Ja studiowałam medycynę, Wika psychologię ponieważ chciała zajmować się dziećmi specjalnej troski. Kochała to robić. Te dzieci dawały jej tyle radości! Po kilku godzinach przebywania z nimi wracała do mieszkania rozpromieniona i radosna. Umiała mówić godzinami jakie te dzieci są wspaniałe. Ona po prostu je kochała. Kochała je swoim całym ale małym serduszkiem. Była dla nich przyjaciółką. Na każde dziecko mówiła 'anioł'. Mówiła, że Pan Bóg zesłał takie dziecko na ten okrutny świat by udowodnić nam, że każdy zasługuję na odrobinę miłości. Bezinteresownej miłości. Czystej, bezinteresownej miłości. Zawsze mi powtarzała, że chciałaby być jak te dzieci. One widzą to co dobre. Mają swój własny i piękny świat.Te dzieci są wolne.
Wiktoria czuła się dobrze. Zorientowała się, że coś się dzieję gdy zaczęły mocno jej wypadać włosy. Zaczęła być także strasznie osłabiona. Lekarz kazał zrobić badania. Czekałyśmy na nie przez tydzień.
Przez ten tydzień bawiłyśmy się jak nigdy. Wstawałyśmy późno, nie chodziłyśmy na zajęcia, robiłyśmy co chciałyśmy.Kilka imprez, rzucanie się poduszkami i chodzenie przez cały dzień w samej piżamie. Słuchanie na full muzyki, jedzenie tony czekolady i lodów. To był cudowny tydzień. Na prawdę najlepszy w moim życiu. Wyniki wskazywały na ostatnie stadium białaczki. Zapadł wyrok : śmierć.
Nie mogłyśmy się z tym pogodzić. A raczej ja nie mogłam. Nadal nie mogę. Jednak Wiktoria wierzyła, że tak było jej pisane i, że nie mogę się smucić. Była dla mnie ogromnym wsparciem, chociaż to ona umierała.
Wtedy przyjechałam do szpitala. Leżała i wyglądała jeszcze gorzej niż dnia poprzedniego. Widać było, że niedługo nastąpi koniec. Sama nie chciałam w to wierzyć. Gadałyśmy przez dwie godziny. W pewnym momencie Wika powiedziała:
-Już nie długo koniec. Cieszę się, że będziesz wtedy przy mnie.
Nie mogłam zaprzeczyć. Wiedziałam że ma rację. Czułam to razem z nią. Czułam jakbym tez umierała.
-Jeszcze troszkę. Dołączysz do mnie kiedyś. - powiedziała i uśmiechnęła się blado.
-Dołączę na pewno. - powiedziałam z smutną miną.
Trzymałam ją za rękę.
-Ciesze się. - Powiedziała.
Dłuższa chwila milczenia. W końcu powiedziała, ściskając mocniej moją dłoń.
- Nachyl się do mnie.
Zrobiłam to. Pocałowała mnie w czoło i szepnęła do ucha:
- To już koniec. Dziękuję za wszystko. Kocham cię, siostrzyczko. Niedługo się zobaczymy.
Zamknęła oczy i poleciały jej łzy.
Jej dłoń osunęła się na prześcieradło.
Serce przestało bić.
Koniec.
Wszystkie maszyny zaczęły piszczeć i przybiegli lekarze.
Ja siedziałam i patrzyłam na nią. Nagle poczułam jak osuwam się ja ziemię. Zemdlałam.
Od pół roku walczę z białaczką.
Kochana siostrzyczko, niedługo do ciebie dołączę.
 

 
SPRZEDAM!

Czarne szpilki.
Wysokość: 10cm.
Rozmiar: 38

Zainteresowani- pisać na priv.
 

 
"Za to Kasia zagłębiła się w krainę Morfeusza. W krainę snów. Jednak to był jej koszmar.
Była sama w środku lasu. Była to noc albo wieczór. Było już ciemno. Kasia szła przez cały las przypatrując się każdemu drzewu. Nad lasem świecił księżyc. Była pełnia. Czuła strach, adrenalina pulsowała jej w żyłach. Doszła do polany. Polana była duża, w kształcie owalu. Na jej środku ktoś leżał. Na tę osobę padało światło księżyca. Prawie lśniła skóra nieznajomego. A może jednak znajomego? Kasia powolnymi krokami szła w jego stronę. Zauważyła, że leży nieruchomo, jakby spał, albo był martwy. Podeszła bliżej i stanęła około metra od nieznajomego. Był to chłopak. Miał czerwone spodnie, nagi tors i trampki, koloru brązowego. Był blondynem z długimi włosami, które były mokre ale przecież nie padało. Były mokre od potu. Czyli nieznajomy był przestraszony albo wyczerpany. Może z kimś tu walczył? Może przeszedł długą drogę? Jego tors był blady, tak samo jak obydwie ręce. W okolicach łokci były rany i nakłucia. Pełno nakłuć. Na obu rękach były widoczne wszystkie żyły. Na dłoniach też. Miał dużego siniaka na brzuchu. Miał kolor purpurowy i ciągnął się od żeber aż do spodni. Był duży. Wyglądało to tak jakby ktoś tego chłopaka uderzył z całej siły nogą. Stopą. Butem. Okropne! Po prawej stronie ręki chłopaka leżała strzykawka. Stąd te nakłucia. Chłopak był narkomanem. Kasia uklękła obok obok chłopaka. Jego klatka piersiowa podnosiła się więc chłopak oddychał, więc żył. Kasia nachyliła się tak by zobaczyć jego twarz. Odgarnęła jego blond włosy, odwróciła lekko jego twarz. Był to Sebastian. Kasia nagle odskoczyła od niego jak oparzona. Był w okropnym stanie. Przed chwilką wstrzyknął sobie w żyłę truciznę. Narkotyk. Powolną śmierć. Sebastian zaczął mówić powoli ale nawet wyrażnie:
-Nie bój się ślicznotko. No chodź. Dam ci daweczkę a ty mi dasz coś w zamian.
Miał nieprzytomne oczy. "

Lubie pisać. Lubię wyobrażać sobie, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Lubię wymyślać.
Może kiedyś coś z tego będzie.
 

 
'' -Spójrz w moje oczy maleńka. Przecież wiesz, co do ciebie czuję. Czemu wszystkich i przedwszystkim siebie oszukujesz, że jest inaczej? No po co?
- Patrzę w twoje oczy i dlatego wiem, że jest inaczej. Znam cię na wylot. Wiem kiedy kłamiesz albo oszukujesz.
-I wiesz, że nie tym razem.
-Wiem także, że sensu w tym brak.
-Ty zawsze potrzebujesz tego jebanego sensu?
-Tak. I dobrze o tym wiesz. Przecież znasz mnie już tyle. Wiesz, że teraz nic na to nie poradzisz a ja ne ulegnę.
-Czy ty masz jakieś 'ale' do facetów?
-Nie. 'Ale' faceci mają do mnie. "

Kolejny dzień, niby lepszy ale tak naprawdę gorszy.